czwartek, 15 stycznia 2015

08.You are the best

Jade wsiadła do auta cała roztrzęsiona. Nie zważała na panującą śnieżycę, liczyła się tylko ona Sarah. Teraz kiedy udało im się na nowo zaprzyjaźnić ona znów ma zamiar odejść? I już nigdy nie wrócić? Dla dziewczyny było to nie do pomyślenia dlatego dodała gazu. Nie wiedziała czy przyjeżdżając tam w czymś pomoże, ale chciała być przy niej. Nawet gdyby były to ostatnie godziny jej życia.
Kiedy jej telefon zaczął dzwonić rzuciła nim na siedzenie z tyłu, nie spoglądając nawet kto próbuje się z nią skontaktować.
Wreszcie stanęła przed wejściem do szpitala i wypuściła powietrze ze świstem. Kilka razy bywała w tym szpitalu, ale nigdy nie śniło jej się przyjechać tu oglądać zmasakrowaną przyjaciółkę. Uderzyła rękami o blat recepcji, gdyż nikogo tam nie zobaczyła.
-Jest tu ktoś do cholery?!-warknęła wściekła. Już sama nie wiedziała czy jest zła... Bardziej odczuwała bezradność.
-Tak, tak już idę-z pokoju z wszystkimi kartotekami wyszedł młody chłopak. Pewnie jakiś student na praktykach.
-Gdzie leży Sarah Murs?-zapytała drżącym głosem.
-Należy pani do rodziny?-podniósł na nią wzrok,
-Tak!-krzyknęła bez zastanowienia-Jestem siostrą!
-Sala dwieście trzydzieści dwa na pierwszym piętrze od windy w lewo ostatnie drzwi-uśmiechnął się-Te przy choince.
Jade nic nie mówiąc wbiegła do zamykającej się windy. Kiedy maszyna zatrzymała się na pierwszym piętrze dziewczyna jak poparzona z niej wybiegła. Napotkała pierwsze drzwi i przeczytała napis "OIOM". Do jej oczu znów napłynęły łzy. Dobiegła do drzwi od sali przyjaciółki. Przez wielką szybę było wszystko widać.
Złapała za klamkę, ale pielęgniarka ją zatrzymała.
-Nie wolno tam pani wejść!-powiedziała surowo wciąż trzymając rękę Jade. Dziewczyna nie miała siły się szarpać więc kiwnęła głową na znak, że zrozumiała i usiadła na przeciwko sali.
-Wie może pani co z nią?-odezwała się cicho nie podnosząc wzroku.
-Przykro mi, ale nie mogę udzielać takich informacji-odwróciła się na pięcie i odeszła.
Nigdzie nie było widać jakiegokolwiek lekarza. Krążyła od krzesła do szyby, od szyby do drzwi, zaś od drzwi znów do krzesła i tak ciągle. Ilekroć stawała przy drzwiach kusiło ją by nacisnąć klamkę i wejść do środka. Wiedziała, że tak czy tak ktoś ją zobaczy i zostanie wyrzucona.
Na korytarzu nie było nikogo oprócz niej, więc powoli wstała i kiedy miała chwytać za klamkę kątem oka zauważyła zaczytanego doktora. Podbiegła do niego.
-Pani od pani Sarah?-zapytał spoglądając na nią. Jade pokiwało głową-Źle z nią. Operacja skończyła się godzinę temu i jeśli w ciągu dwudziestu czterech godzin się nie obudzi to wtedy nie będziemy mieli czego ratować. Niech pani jedzie do domu i przyjedzie rano. Nie ma sensu tu samej siedzieć.
-Nie siedzę tu sama-powiedziała cicho-Jestem tutaj z Sarah!
-Niech pani będzie-machnął ręką i odszedł. Dziewczyna stanęła obok szyby i dotknęła dłońmi zimnego szkła.
-Sarah proszę nie odchodź... Nie teraz, gdy jesteś mi naprawdę potrzebna-zacisnęła mocno powieki, by łzy nie wypłynęły na wierzch-Kocham Cię Sars-przyłożyła jedną rękę do serca i dotknęła czołem szyby.


Blondynka podniosła głowę i spojrzała na zegarek. Dochodziła dziewiąta.
-Dziś wigilia-uśmiechnęła się sama do siebie i przerzuciła nogi na ziemię. Dotknęła zimnych paneli dlatego przez jej ciało przeszedł niemiły dreszcz zimna. Zignorowała to i założyła różowawą bluzę, która bardzo kontrastowała z jej zieloną bluzką od piżamy.
Wyszła na korytarz i skierowała się na lewo. Uchyliła lekko drzwi od pokoju Jasmine i Aarona. Małej dziewczynki już nie było a chłopiec wciąż spał jak niedźwiedź od czasu do czasu przekręcając się z boku na bok. Perrie uśmiechnęła się. Kochała swojego "siostrzeńca" zawsze był taki niezdarny i słodki idealne połączenie Jade i Nialla. Jasmine zaś była strasznie "postrzelona" tak jak Zayn, ale urocza jak Perrie.
Na dole domu panował straszny nieład. Mama Perrie próbowała dogonić Jasmine z śniadaniem, przed którym dziewczynka dla zabawy uciekała. Norma przygotowywała pierwsze potrawy na wigilię, a w między czasie sprzątała kuchnię. Nikt chyba nie zauważył nieobecności Jade. Dopiero po chwili Perrie zdziwiła się, że Jade jeszcze śpi. Zawsze wstawała wcześniej od wszystkich. Jednak w pokoju też jej nie było.
-Nie widział nikt Jade?-zapytała Edwards wchodząc do kuchni. Zabrała plasterek ogórka z talerza córki i cmoknęła ją w czoło.
-Ja ją widziałam!-krzyknęła Jasmine-W nocy jak szłam siusiu to ciocia gdzies wychodziła. Jak ją zapytałam to powiedziała, że idzie do przyjaciółki i żebym nikomu nie mó.... Ups!
-Już wiem gdzie jest-głos zabrała Norma-Pojechała do Sarah do szpitala, ale żeby tam całą noc siedziała? Z Murs podobno nie jest tak źle-powiedziała mama Jade.
-W którym to szpitalu? Siedzi tam sama może trzeba ją wesprzeć?-wzruszyła ramionami Perrie-Który to szpital?
-Ten na skrzyżowaniu koło centrum.


Jade siedziała na krześle kiedy usłyszała swoje imię. Była wykończona. Dopijała już piątą kawę.
Odwróciła wzrok w stronę nawoływania i zobaczyła Perrie. Skąd ona tu się wzięła?-pomyślała.
-Jeju Jade! Powinnaś wrócić do domu... Nie spałaś całą noc prawda?-kucnęła przy niej i dotknęła rękami kolan przyjaciółki.
-Perrie ty nie rozumiesz... Nikt nie rozumie-pociągnęła nosem-Pomagałam jej przez połowę mojego życia. Wpierałam kiedy jej rodzice się rozwiedli. Kiedy jej ojciec pił a później wyżywał się na niej. Była dla mnie ważniejsza niż ktokolwiek inny a później ja o niej po prostu zapomniałam. Stałam się sławna i znalazłam sobie inne przyjaciółki. A ona powiedziała mi, że wciąż mnie wspierała choć byłam tak daleko od niej. Choć miałam ją w dupie to ona wciąż mnie kochała rozumiesz? A teraz ona tam leży bez szans a ja jestem tak kurewsko bezradna! Jeśli nie obudzi się w ciągu najbliższych siedmiu godzin mogę pogodzić się ze śmiercią najbliższej mi osoby! A wy wszyscy każecie mi wracać do domu! Zostawić ją tu samą. Jej matka zginęła, ojciec zapił się na śmierć a ona? Ona tu umiera! Mam ją tu kurwa samą zostawić?!
Blondynka bez zastanowienia mocno przytuliła Jade.
-Jeśli Sars nie przeżyje to wiedz, że ja zawsze ci pomogę słońce-szepnęła-Pomogę ci odzyskać Nialla i znów poukładać twoje życie. Ja wierze, że Sarah przeżyje  i ty też musisz. Zostanę tu z tobą i będę cię wspierać, bo jesteś moją najlepszą przyjaciółką rozumiesz?
-Dziękuję Perez-położyła głowę na jej ramieniu-Jesteś najlepsza wiesz o tym?-spojrzała na nią a Perrie lekko się uśmiechnęła.
-To ty jesteś najlepsza księżniczko-wtuliła się w przyjaciółkę i ciągle patrzyła na bezbronną blondynkę, która leżała na białym łóżku. Nie znała jej, ale wiedziała, że jest ważna dla Jade więc dla niej tym bardziej.

Notka:
Tragiczne święta się szykują w BU! Juls taka zła!
Jestem zaskoczona, bo pod tamtym rozdziałem było 4 komentarze :) To milutkie ^^ Byłam przyzwyczajona do 2 więc te 4 to miła odskocznia.
Zapomniałam dodać tam z boku daty dodania rozdziału, ale myślę, że nie robi to jakiegoś kłopotu.
Jak się wam podoba? Ja tym razem was zaskoczę i powiem, że mi bardzo (skromna Juliet).
Całkowitą opinię zostawiam wam <3
xx

wtorek, 30 grudnia 2014

07. Accident

Świąteczny nastrój wpłynął na każdego. Perrie wraz z Jade szykowały się do wyjazdu i kupowały ostatnie prezenty. Dzieci pakowały ostatnie maskotki w walizki.
Zayn z Niallem już od wczoraj byli w swoich rodzinnych miastach. Nie wiedzieli jak powiedzieć rodzicom, że są dziadkami i to od pięciu lat. Chyba nikt nie potrafiłby zrobić tego od tak.

Zayn usiadł na kanapie. Upił łyk herbaty i włączył telewizor.
-Zayn jak tam z Arianą?-matka Mulata usiadła obok chłopaka.
-Mamo-westchnął i uświadomił sobie, że od jakiegoś czasu nie widział się z Ari. Nawet nie powiedział jej o Jasmine-Dobrze-skłamał.
-A może poznałeś kogoś?-zawsze nie lubiła Grande. Wydawała się jej taka francowata.
-No właśnie mamo-zagryzł wargę-Pamiętasz jak opowiadałem ci o dziewczynie, z którą byłem na tym obozie?-kobieta pokiwała głową i założyła nogę na nogę. Zawsze tak robiła gdy była zaciekawiona-To ja ją znów spotkałem-zacisnął dłonie w pięści-I...i dowiedziałem się, że-zaciął się.
-No czego się dowiedziałeś?-zapytała coraz bardziej zaciekawiona.
-Że do cholery jestem ojcem!-wykrzyknął i wstał z kanapy.
-C-co?-wydukała kompletnie zdziwiona Trisha-Muszę ją poznać! Tą dziewczynę jak i...?
-Perrie i Jamine-poinformował i wyszedł na zewnątrz.

Z radia samochodowego dobiegała cicha melodyjka. Aaron i Jasmine dawno spali na tyłach auta. Nie wspominając już o mamie Perrie, która pochrapywała. Jade kreśliła palcem kółka na zaparowanej szybie i poklepywała kolano. Perrie skupiała się na jeździe co chwile spoglądając na śpiącą córkę.
Na dworze wciąż było jasno i przez jasno szare chmury przebijało się słońce. Lekko prószył śnieg.
-Szlag!-warknęła Perrie kiedy stanęła w korku. Przerwała tym samym uciążliwą ciszę.
-Zaraz tu usnę-ziewnęła Jade i założyła ręce za głowę-Nie jednak nie-otworzyła oczy.
-Już wiem dlaczego jest korek-westchnęła blondynka-Jakiś wypadek.
-Nie dziwne cały czas sypie śnieg. Droga jest śliska-wzruszyła ramionami Jade-Ale ciekawe kto to-zagryzła wargę.
-Może twoja mama będzie wiedzieć. Na pewno coś mówili w radiu-nacisnęła pedał gazu i skręciła na zjazd z autostrady.
-Dobrze, że to już święta-uśmiechnęła się szatynka.
-Wieczne dziecko-zachichotała Perrie-A no i twoje urodziny! To miłe, że w tym roku spędzimy święta razem nie?
-Tak, ale szkoda, że bez nich... Wiesz ty zdążyłaś się już pogodzić z Zaynem, ale ja z Niallem wciąż jestem za daleko-twarz Jade wyrażała jeden wielki grymas.
-Wiesz ile jeszcze świąt z nimi spędzimy?-starała się pocieszyć przyjaciółkę.


-Mamo muszę ci coś powiedzieć-zaczął Niall i siadł na parapecie w kuchni. Jeszcze jako małe dziecko tak robił, gdy z kimś rozmawiał.
-Taak?-spojrzała na niego i powróciła do mieszania warzyw.
-No, bo ja spotkałem tą dziewczynę, która była moją dziewczyną na kolonii. I ta dziewczyna mi coś uświadomiła.
-Powtarzasz się-skarciła go-Robisz tak zawsze, gdy jesteś zdenerwowany. O co chodzi?-zmniejszyła gaz i stanęła na przeciwko niego. Podparła się na bokach i spoglądała na niego. Ewidentnie oczekiwała odpowiedzi.
-Nie spodoba Ci się to-zagryzł wargę. Zaczął składać wszystko w głowie. Ułożył sobie formułkę, którą miał powiedzieć i strzelił palcami-Ja na tej koloni się z nią przespałem-zaczął, ale mama od razu mu przerwała.
-Że co!?-wszystko co ułożył w głowie legło w gruzach.
-No przespałem się z nią!
-Cii-przyłożyła palec do ust. Chłopak wywrócił oczami.
-No i jak Zayn ją spotkał. Nie! Taką drugą dziewczynę Perrie to dowiedział się, że jest ojcem. Znaczy nie! On się dowiedział tego przez gazetę. Kuźwa mieszam się-warknął, ale kontynuował-I mi się wygadał, że ja też jestem ojcem. Rozumiesz mam syna! Pięcioletniego synka Aarona-skończył i spojrzał na matkę. Ta stała z szeroko rozwartymi ustami i nagle przytuliła syna.
-Jestem drugi raz babcią-westchnęła-Jestem taka szczęśliwa-Niall poczuł mokre łzy na ramieniu.
-Nie płacz no!-westchnął.

-Mamo!-krzyknęła z kuchni Jade.
-Tak córciu?-w drzwiach pojawiła się Norma.
-Zaprosiłam kogoś na święta-uśmiechnęła się radośnie.
-Kogo?
-Sarah!
-Sarah?-zdziwiła się.
-Tak moją przyjaciółkę z dzieciństwa.
-Dziecko-zaczęła kobieta-Sarah miała dziś wypadek.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

06. Sorry

  Jade oparła się plecami o ścianę i fuknęła na Perrie.
-To niby kiedy on ma tu przyjechać? I dlaczego nie powiedziałaś, żeby przyprowadził ze sobą Nialla?
-Jesteś dalej taka dziecinna Jade-westchnęła Perrie-Ja się bałam z nim rozmawiać a ty mi wyjeżdżasz z Niallem? Ale się nie bój pytał o ciebie i pewnie za niedługo i zobaczysz Nialla-usiadła na szafce ubierając buty-A i z Jasmine jedziemy do Zayna więc raczej nie będzie go tu-uśmiechnęła się lekko i chwyciła torebkę.
-Dlaczego nie powiedziałaś o tym Jack'owi?
-Wyjechał do ojca i nie miał czasu rozmawiać. Dziś mu powiem.. A dlaczego tak o niego wypytujesz?-zapytała zdziwiona.
-Nie, nic. Będąc na jego miejscu chciałabym to wiedzieć-wzruszyła ramionami-Miłej zabawy-uśmiechnęła się i zamknęła drzwi.
Usiadła na sofie. Jack zachowywał się tak dziwnie... Zupełnie inaczej niż zaraz po tym gdy go poznała. Stał się tajemniczy, opryskliwy i taki inny? Tak to chyba dobre określenie.
Pojawiał się tu znacznie mniej razy. Może to i lepiej?


Zayn przeskakiwał z nogi na nogę ciągle gapiąc się na budynek przedszkola.
-No mamo chodź!-usłyszał głosik dziewczynki, która ciągnęła Perrie za rękę. Dziewczyna przykładała telefon do ucha, kiedy i telefon chłopaka zaczął dzwonić.
-Halo?-zapytał i lekko się uśmiechnął.
-Zayn? Jesteś już, bo właśnie wyszłyśmy-poinformowała chłopka-Jasmine uważaj!-krzyknęła kiedy mała dziewczyna poślizgnęła się na chodniku i o mało nie wylądowała na nim tyłkiem.
-Tak czekam na przeciwko was-pomachał do niej i rozłączył się.
Obie kobiety i ta mniejsza i ta większa po chwili stanęły przy aucie chłopaka. Jasmine schowała się za nogami mamy i spojrzała na nią
-Kto to?-szepnęła tak cicho, że Perrie ledwo usłyszała. Przykucnęła i w skrócie wytłumaczyła jej to co tłumaczyła jej przez dłuższy czas w przedszkolu.
Zayn podszedł bliżej dziewczynki i wyciągnął w jej stronę rękę. Jasmine wystawiła małą rączkę i podała ją chłopakowi.
-Jeśli jesteś moim tatą to chyba mam cię przytulić no nie?-zmrużyła swoje oczy a Zayn powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem.
-Wypadałoby-zaśmiała się Perrie i puściła oczko do Zayna. Chłopak chwycił brunetkę i przytulił.
Mała dziewczynka otuliła go ramionami i poczuła się jakby go znała zawsze.


Aaron zaczął naciskać wszelkie guziki na pilocie, by przełączyć kanał. Od pół godziny leciała jakaś tandetna chińska bajka, która zaczęła go nużyć.
-Mamo! Włączyłem jakiegoś ariaba pomocy!-krzyknął, a Jade odebrała mu pilot po czym przełączyła na kanał z bajkami.
-Co chcesz na kolacje?-zapytała i zaczęła lekko tupać nogą o panele.
-A kiedy wróci Jasmine?-próbował wykiwać się z jedzenia kolacji i sprytnie zmienić temat.
-Aaron co chcesz na kolacje?-powiedziała bardziej dosadnie.
-Naleśniki
-Naleśniki nie były na obiad będzie kurczak z warzywami okej?-na twarzy chłopczyka wymalował się grymas na samą myśl o warzywach.
-Niech będzie, ale bez kalafiola, brokuł i blukserki dobrze?
-Ron już ci mówiłam kalafior i brukselki-zaśmiała się cicho-Będzie kurczak z marchewką i groszkiem pasuje?
-Ta jest!

Jade zmywała naczynia kiedy Aaron już dawno spał.
-Auć-jęknęła kiedy lekko ukuła się nożem. Wytarła rękę o szmatkę i dopiła herbatę do końca-Mieszkamy w czwórkę a więcej do mycia niż za całą ekipę-westchnęła i zakręciła wodę. Kiedy siadała na sofie zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie chętnie podniosła się z miejsca i ruszyła do drzwi.
-Co...co ty tu...robisz?!-krzyknęła przerażona i cofnęła się o krok do przodu.
-Jakbyś łaskawie odebrała telefon to byś wiedziała, że Niall mnie odwiezie-fuknęła Perrie i pociągnęła za rękę Jasmine, która niosła w swoich rękach wielgachnego misia-Ale teraz my idziemy spać a wy się powitajcie-zachichotała i ściągnęła buty. Po chwili zniknęła w górze domu.
Panowała cholerna cisza. Oboje weszli do salonu. Niall siadł na oparciu fotela a Jade na sofie.
-Przepraszam-wymamrotał blondyn i przejechał ręką po włosach.
-Za co?-zdziwiła się Jade. Wciąż była osłupiona pojawieniem się chłopaka w jej mieszkaniu.
-Za to, że spieprzyłem kiedy najbardziej mnie potrzebowałaś. Wiem... Obóz się skończył a ja chciałem skończyć z tobą, ale chyba mi nie poszło... Zapomniałem o tobie, ale kiedy zobaczyłem Edwards w tym pieprzonym szarym Audi wiedziałem, że tak naprawdę wciąż Cię pamiętam. Jade przepraszam-wlepił swój wzrok w podłogę. Jasno brązowe wręcz beżowe panele stały się tak bardzo interesujące.
Dziewczyna nie ruszyła się z miejsca. Patrzyła na niego z takim zdziwieniem, że nie sposób go opisać. Niall wstał i porostu wyszedł.

Notka:
Kurde! Dodaje po terminie, ale moja mamunia nie zapłaciła mi za internet i mam go jakieś 10 min później jakieś 3 godziny nie mam i tak w kółko... Ale dodaje! Cieszmy się i radujmy :*
I jak się wam podoba? Zetknięcie Jade i Nialla fajne? Jak to ja zawsze powiem: dla mnie taki sobie
Ale najważniejsze, żeby wam się spodobał :)
Przypominam o komentarzach, bo to mega motywuje :*

poniedziałek, 1 grudnia 2014

05. Really?

Jade przełknęła ślinę i zaczęła stukać paznokciami o framugę drzwi. Stała przed zamkniętym wejściem jak idiotka. Czekała, aż oni sobie po prostu pójdą. Kolejny raz spojrzała przez judasz. Dalej tam stali.
Po jakimś czasie miała nadzieję, że już ich tam nie ma, ale gdy się odwróciła dzwonek znów zadzwonił.
-Czy ty na zbawienie czekasz?-z kuchni dobiegł głos Perrie.
-Zamek mi się zaciął!-skłamała-Ożenię się... Jestem idiotką!-warknęła podchodząc do drzwi. Chwyciła za klamkę. Ręce trzęsły się jej niemiłosiernie przez co klamka co chwilę skrzypiała. "No dalej to tylko oni... Przecież się znacie. Jesteście , lub byliście przyjaciółmi" powtarzała jak mantrę w myślach. Jednym pociągnięciem otworzyła drzwi.
Stała tak wpatrując się w pustą przestrzeń. Poszli sobie?
-Kto to?
-Nikt...?-powiedziała zaskoczona. Modliła się, aby odeszli, ale teraz zmieniła zdanie-Ja chce go przytulić-jęknęła a blondynka spojrzała na nią zdziwiona.
-Kogo?
-Pomyśl-przeszła obok niej i usiadła na najniższym schodku. Jeszcze niedawno była tak silna... No właśnie BYŁA.

Chłopak odpalił papierosa i siadł na murku przy ogrodzeniu domu. Było całkowicie ciemno a jedyne światło dawał jego telefon.
Uporczywą ciszę przerwał krótki dźwięk komórki Zayna.
-Louis?-zdziwił się chłopak i otworzył wiadomość od przyjaciela "No więc oficjalnie mogę mówić do ciebie-tatuśku?".
-Skąd wiesz?-warknął do telefonu-A no tak Niall-fuknął.
-No to kiedy nas przedstawisz swojej rodzince?-zaśmiał się sarkastycznie Louis.
-Nie mojej córki na oczy-zgasił papierosa i przerzucił przez wysokie drewniane ogrodzenie.
-A próbujesz? Znając ciebie nie
-Byłem tam wczoraj, ale nikt nie otworzył-westchnął i zamknął drzwi tarasowe. Nialla jeszcze nie było w domu. Świadczyło o tym puste miejsce na jego wieszaku i brak jego butów.
-A no chyba, że tak... Wiesz pocieszałbym dalej, ale Eleanor włącza film! Powodzenia-zaśmiał się i rozłączył rozmowę.
Malik wszedł po śliskich krętych schodach na górną część nowego domu i w swojej sypialni odnalazł laptopa. W wyszukiwarkę wpisał imię i nazwisko matki jej córki i dopisek "córka". Przeczytał wszystkie znalezione artykuły i przeglądnął masę zdjęć. Perrie naprawdę się zmieniła. Nie wyglądała już jak dziewczyna ze zdjęcia, które chłopak wciąż miał na telefonie, ani na dziewczynę,która widniała w jednej z antyram w garderobie. Czy to na pewno była jego Perrie? Och... nie ona już nie jest jego.
-Ale będzie-powiedział jakby rozmawiał z wewnętrznym sobą. Z fotela, który stał w koncie sypialni zgarnął swoją kurtkę, a z komody zabrał kluczyki do nowego auta.
Wybiegł przed dom. Znów padał śnieg. Zayn kocha śnieg, bo wtedy znów może poczuć się jak dziecko. Można powiedzieć, że jest dużym dzieckiem.


Perrie usłyszała dzwonek do drzwi.
-Tym razem to ja otworze!-pchnęła przyjaciółkę i chwyciła za klamkę. Z uśmiechem otworzyła drzwi, ale zamarła. Chciała zamknąć drzwi, ale stopa chłopaka ja zatrzymała.
-Czego chcesz?-warknęła jak najostrzej umiała.
-Chce poznać moją córkę-powiedział spokojniej a dziewczyna uchyliła drzwi.
-Skąd wiesz gdzie mieszkamy?-syknęła i wyprzedziła chłopaka tarasując mu drogę.
-Twitter pomaga-wymusił się na uśmiech. Blondynka jednak go nie odwzajemniła.
-Jasmine śpi nie będę jej budzić-zagryzła wargę ze zdenerwowania. Czy to naprawdę on?! "Dlaczego ja go do cholery wpuściłam?! Powinnam udawać, że to nie ja... Przecież się zmieniłam może by się nabrał?"
-Jasne-przeczesał włosy ze zdenerwowania-Czy... Czy ty mieszkasz z Jade?-zapytał z nadzieją w głosie. Chciał, by Niall mógł spotkać się ze swoją miłością, a gdyby Jade nie mieszkała tu to nigdy nie otrzymałby jej miejsca zamieszkania. Perrie potrafi być uparta.
-Taaa-przeciągnęła samogłoskę i przejechała językiem po suchych ustach. Ze stresu rozbolał ją brzuch-A co?-zadała bezsensowne pytanie. Przecież wiedziała, że chodzi o Nialla.
-Niall cie widział i strasznie się napalił, że spotka i Jade-mówił z ociąganiem. Każde słowo badał uważnie i nie chciał by został wyrzucony za drzwi po trzech zdaniach, które wypowiedział.
-Przyjdź jutro to zobaczysz się z Jasmine-westchnęła. Nie chciała być niegrzeczna, ale pragnęła by poszedł... Poszedł i nie wrócił...
-Jutro nie mogę-na jego twarz wkradł się grymas-Może być w poniedziałek?
Blondynka na chwile zamyśliła się.
-Tak, mi pasuje-uśmiechnęła się lekko-Możesz podjechać pod przedszkole Jas?
-Wyślesz mi adres?-zapytał i stanął przy drzwiach.
-Taaa... Jasne-złapała klamkę i wypuściła chłopaka za drzwi. Poczuła lekki nie dosyt. Myślała, że Mulat ją przytuli albo po prostu się pożegna, ale to nie nastąpiło.
Kiedy domykała drzwi usłyszała swoje imię.
-Perrie czekaj!-wyjrzała na korytarz-Daj mi swój numer-miał przyśpieszony oddech. Musiał biec "A no tak winda się zepsuła" pomyślała Perrie i odebrała telefon od Zayna.
-Proszę-uśmiechnęła się lekko.-Do poniedziałku Perrie-przytulił ją lekko i odszedł.

-Czy to się dzieje na prawdę?-zapytała samą siebie.

Notka:
Jestem geniuszem! Napisałam, że rozdział pojawi się 31.11 a listopad ma 30 dni... Brawa dla Juliet!
Bądź co bądź, ale dodaje z terminem więc radujmy się! <3
Co myślicie o rozdziale?? Dla mnie taki sobie no, ale Zerrie! :D
Czekam na opinie!
Juliet xxx

sobota, 15 listopada 2014

04. Bell

-Co rysujesz?-zapytała Perrie spoglądając na rysunek córki.
-Ciebie, mnie i tatę!
-Tatę?-zdziwiła się blondynka.
-No bo przecież każdy ma tatę. Ty, ciocia Jade, Jesy i Leigh! Nawet dzieci w przedszkolu, więc chyba ja też prawda?
-No prawda-wzruszyła ramionami-Tylko tata nie wie, że ma tak mądrą i śliczną córeczkę-cmoknęła jej nosek.
-Niech traci-zachichotała. Perrie lekko się skrzywiła, ale wstała z ziemi i wróciła do kuchni by dokończyć kolację.

-Co tu tak pachnie?-Niall zaciągnął się zapachem zaraz po wejściu do mieszkania przyjaciela.
-Kolacja?-bardziej zapytał niż stwierdził Louis rozkładając gazetę. Blondyn przeglądnął wszystkie garnki.
-Nic dla mnie nie zostawiliście?!-wydarł się zamykając garnek.
-Ups...-zaśmiał się Harry wstając z sofy.
-Chamy są wśród nas!-westchnął i przełączył kanał na co wszyscy zareagowali identycznie "Oglądaliśmy to!"-A ja chciałem jeść! Coś za coś-zaśmiał się i przegryzł ciastko, które leżało w niebieskiej misce.
Cała piątka spędziła ze sobą dużo czasu. Kiedy w mieszkaniu został tylko Zayn i Niall zapanowała dziwna cisza, którą zdecydował się przerwać Zayn.
-Myślisz, że to naprawdę była Perrie?-spojrzał na niego i wyczekiwał odpowiedzi. Blondyn wzruszył ramionami. Nie wiedział co odpowiedzieć. Może to naprawdę było przewidzenie? Ale przecież i on i Zayn ją widzieli.
-Sam nie wiem Malik-przeczesał swoją ręką włosy-Ale raczej tak... Myślisz, że gdzieś z nią jest Jade?
-Tak Wal mi mówiła-zagryzł wargę ze zdenerwowania-Ale jest coś gorszego-wstał z kanapy.

Jade rzuciła się na łóżko obok Perrie.
-Patrz co znalazłam!-krzyknęła radośnie wdzierając na pościel wielkie szare pudło.
-Zdjęcia?-zdziwiła się blondynka odkładając telefon-Lubię zdjęcia. Pokazuj-uśmiechnęła się i włączyła lampkę stojącą na szafce nocnej.
-Ale to nie są normalne zdjęcia-uśmiechnęła się chytrze-To są zdjęcia z obozu!
Perrie zgodziła się na ich oglądanie. Była nawet ucieszona, że znalazła się taka pamiątka.
Przeglądały zdjęcia przy, których wróciło do nich pełno wspomnień.
-A pamiętasz jak Niall wylądował w szpitalu?-zaśmiała się Jade przypominając jedną z najśmieszniejszych sytuacji z obozu.
"Cała czwórka wymknęła się z ośrodka i przespacerowała nad jezioro. Siedzieli nad niskim urwiskiem i popijali piwo kupione w nocnym nieopodal. Było naprawdę ciepło. Słońce rzucało swoje ostatnie promienie za pagórków i po chwili całkiem za nimi zniknęło.
-Popływałbym-mruknął Zayn spoglądając w dół.

-Przecież ty nie umiesz pływać-zachichotała Perrie i oparła się o jego ramie. 
-Może się nauczyłem? Nie pomyślałaś o tym?-zapytał i zaczął ściągać koszulkę. W jego ślady poszedł Niall. 
Mulat wskoczył do wody i krzyknął z dołu:
-Skacz woda zajebista!
Niall skoczył, ale dziewczyny zamiast plusku wody usłyszały jego krzyk. Krzyk bólu.

-Co ta sierota zrobiła?!-krzyknęła Jade wychylając się za urwiska. 
-Nie trafił do wody-odezwał się Zayn przez śmiech.
-Dziękuję za wsparcie kochanie-powiedział sarkastycznie Niall i uśmiechnął się przez ból do Jeed. 
-Ide po Steven!-krzyknęła Perrie kierując się do ośrodka-Może akurat wylecimy! To była nasza ostatnia szansa!-zaśmiała się w głos i zaczęła biec"
-Yeah-zaśmiała się-To było dziwne. Jak można nie trafić do wody?!
-U niego wszystko było możliwe. Ale nie czepiajmy się Horana! Przecież każdy z nas na tym obozie leżał w szpitalu. A ty nawet dwa razy-dała jej kuksańca wyciągając kolejne zdjęcie.
-Ja was nie rozumiem-nagle w drzwiach pojawił się Jack.
-Niby dlaczego?-odpowiedziała Jade ziewając.
-Pozwólcie, że zacytuje-chrząknął-Chcemy o nich zapomnieć!-próbował naśladować głos Perrie-A nagle oglądacie ich zdjęcia, wspominacie, śmiejecie się, zaczynacie tęsknić no i do nich wzdychacie! Jestem zazdrosny Perrie-zaśmiał się i usiadł obok dziewczyny. Musnął jej usta a na usta Jade wkradł się grymas.

-Ulica sześćdziesiąt sześć mieszkanie czterdzieste piąte-przeczytał Niall wiadomość prywatną w Twittera.
-Kiedy mamy najbliższe  wolne?-zapytał Zayn i odblokował swoją Nokię-Na piątek nie mam ustawionego budzika więc pewnie wtedy. Więc jedziemy tam?
-Sam nie wiem-zagryzł wargę ze zdenerwowania-No bo co my im niby powiemy?
-No nie wiem... Hej! Pamiętacie nas? To my z obozu! Przyszliśmy odwiedzić swoje dzieci!
-Jakie dzieci?!-krzyknął Niall zeskakując z fotela.
-Ups... Zapomniałem ci powiedzieć, że... No, że jesteśmy ojcami?-w głębi duszy modlił się, żeby Niall uznał tego za złe, choć wiedział, że będzie kompletnie inaczej.
-Ojcami!? Że niby co? Ja ojcem? To raczej nie realne-mruczał sam do siebie i nagle spojrzał na Mulata-Przynajmniej syn? Wiek?
-Syn... Ma pięć lat. Ja mam córkę-uśmiechnął się lekko wyobrażając małą dziewczynkę mówiącą do niego "Tato".
-Muszę go zobaczyć-zacisnął se pięści, że aż kostki pobielały-Jedziemy tam w najbliższy piątek.
-To jutro-zaśmiał się Zayn.
-Do odważnych świat należy-puścił do niego oko i wyszedł z apartamentu.

-Ty wreszcie powinnaś znaleźć sobie chłopaka Jeed-powiedziała Perrie dopijając kawę-Dzieci pośpieszcie się!-krzyknęła spoglądając na zegarek.
-Wiem.... Wezmę ślub z osobą, która jako pierwsza zadzwoni do naszych drzwi-zaśmiała się odkręcając wodę w kranie. I właśnie wtedy zadzwonił dzwonek. Dzwonek, który miał zmienić życie Jade.

Notka:
Jak myślicie kto stanie za drzwiami?
Chytra ze mnie dziewoja, bo tak urywam xD Druk mi się skończył :D
Jeśli się wam podobało to zostawcie po sobie komentarzyk. Chociażby ".", żebym wiedziała, że ktokolwiek to czyta :)
Wiem, że nie robię tego idealnie, ale się staram! Dla was :*
Enjoy :*

sobota, 1 listopada 2014

03.Newcastle

Jade oparła się o framugę drzwi pokoju syna i ziewnęła. Dochodziła szósta nad ranem a ona wyszykowana oczekiwała na przyjazd vana, który zabrać miał ją do studia MTV. Uśmiechnęła się lekko z wiedzą, że jej dzieckiem opiekować się będzie mama Perrie a nie jej chłopak. Wciąż nie zbyt mu ufała.
Usłyszała szept Edwards.
-Dlaczego dzwoniłaś do mojej mamy?-zapytała z wyczuwalnym zarzutem.
-Czy ty dalej nie rozumiesz, że nie ufam Jackowi?-westchnęła i wyminęła przyjaciółkę, która kręciła przez chwilę głową i domknęła drzwi.

-Aaron ile można wołać?-jęknęła Jade wchodząc do pokoju syna. Wszędzie leżało pełno zabawek, ubrań i wiele innych rzeczy, które na pewno nie powinny się tu znajdywać-Co ty do jasnej anieli robisz?-przykucnęła obok chłopczyka unosząc jedną brew ku górze.
-Tytusa wcięło! Mamo znajdź go-powiedział smutnym głosikiem. Miał lekko załzawione oczy.
-To ten twój misiek tak?-zapytała spoglądając na wszystkie półki.
-Tiak ten od cioci Jesy-zanurzył swoje małe rączki w kupce ubrań i kontynuował poszukiwania.
-Ty to chyba coś ze wzrokiem masz!-podniosła syna z ziemi i postawiła obok łóżka-A teraz obejrzyj ten teren dokładnie.
-Tytus!-wykrzyknął radośnie. Poprzecierana przytulanka leżała między poduszkami. Chłopczyk cmoknął mamę w policzek i uśmiechnął się promiennie-No już możemy jechać do babci!
-A bałagan?
-Przecież jest jeszcze ciocia Perrie-zachichotał.

-Tak mamo dojeżdżamy-upewniła swoją rodzicielkę spoglądając na śpiącego syna.
-Za ile będziecie?
-Za pięć minut-skręciła w krętą uliczkę-Dobra kończę. Zaraz będę-nacisnęła na czerwoną słuchawkę i wyhamowała. Niebo ściemniało. Między malutkimi gwiazdami królował księżyc.
Jade wyszła z samochodu i odpięła syna od fotelika.
-Mamo....?-szepnął przez sen szatyn.
-Śpij słonko śpij-ucałowała jego czoło i ostrożnie zamknęła drzwi samochodu.

Jade tak mało razy przyjeżdżała do domu. Starała być tu jak najczęściej. Bynajmniej dla swojego syna, który bardzo lubił tu przyjeżdżać.
Upiła łyk kakaa kiedy na małym pagórku dostrzegła dom, w którym spędziła połowę swojego dzieciństwa. Dom przyjaciółki-Sarah. Tak dawno jej nie widziała... Tak bardzo tęskniła.
Bez zastanowienia zeskoczyła z parapetu i zbiegła na dół.
-A ty gdzie?-zapytał jej straszy brat kiedy ta ubierała kurtkę.
-Do Sarah!-krzyknęła będąc już na dworze.
Mroźne powietrze owiało jej twarz powodując czerwone "placki" na policzkach. Palce zesztywniały ze zimna i lekko posiwiały. Dziewczyna włożyła je do kieszeni swojego płaszczyka.
Wreszcie stanęła pod drzwiami. Tymi samymi co pięć lat temu. Mosiężne czarne drzwi z trzema małymi okienkami na samym środku. Zmarzniętą ręką zapukała do drzwi. Nigdy nie dzwoniła do drzwi (przynajmniej tutaj). Drzwi otworzyła jej starsza kobieta-matka Sarah.
-Jade? Dziecko co ty tu robisz?-zdziwiła się kobieta wpuszczając szatynkę do środka.
-Ja-a przyszłam do Sarah... Jest?-zapytała z ogromną nadzieją.
-Tak! Poczekaj tutaj zaraz ją przyprowadzę dobrze?-dziewczyna pokiwała głową i skierowała się do małej kuchni. Jak zwykle biło z niej ciepło. Lubiła tą atmosferę.
Dawniej czuła się tu jak u siebie a teraz była bardziej skrępowana...? Tak to chyba dobre określenie.
-Jade?-usłyszała za sobą cichy piskliwy głos, który wszystkich przyprawiał o ból głowy, jednak jej to nie przeszkadzało.
-Sarah...-przytuliła ją do siebie-Tęskniłam-szepnęła pociągając znacząco nosem.
Obie znów poczuły się jak małe dziewczynki, które tak bardzo się kochały. Sahar jednak miała żal do Jade, że o niej zapomniała.

Jack zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Nagle białe matowe drzwi uchyliły się ze skrzypnięciem a w nich pojawiła się głowa dziewczyny.
-Już po pracy?-zapytała Perrie wpuszczając go do środka.
-Tak słońce-powiedział muskając jej usta-Perrie nie będę mógł jechać z wami na święta do Newcastle-zagryzł wargę ze stresu. "Zayn też tak robił"-pojawiło się w myślach dziewczyny.
-Dlaczego?-westchnęła odganiając myśli o swoim byłym.
-Moja babcia zachorowała muszę zostać w Londynie-skłamał.
-To ja też zostanę... Mama mieszka tu w Londynie więc nie muszę jechać do Newcastle-wzruszyła ramionami dziewczyna.
-Nie ty jedź.
-Ale może ja chce zostać!-podniosła głos.
-Do cholerny jasnej Perrie! Czy ja wyrażam się nie wyraźnie?! Nie zostajesz!-wykrzyczał z nienawiścią prosto w twarz dziewczyny.
-Jack... Nie masz prawa na mnie krzyczeć.
Za kogo ty się uważasz?!-chłopak zamilkł-Jesteś tylko zadufanym w sobie dupkiem! Wynocha stąd!-wskazała palcem na drzwi i wypchnęła go za nie.
-Mamo...?-usłyszała płaczliwy głos córki.
-Boże Jasmine-przytuliła do siebie córkę kiedy ta coraz bardziej płakała.
-Nie kłóćcie się jusz....-pociągnęła noskiem. Fakt Perrie i Jack coraz częściej podnosili na siebie głos.
-To już się nie powtórzy, obiecuję-pocałowała jej nosek i pogładziła włosy.

Mężczyzna wpił się w usta czerwonowłosej.
-Muszę odreagować kochanie-wysapał między pocałunkami.
Nie wstydził się tego...
Nie czuł się winny...
Kolejny raz z satysfakcją zdradził

Notka:
No jestem kochani!
Z całego serca przepraszam za ten dialog Jade-Aaron, bo mi nie wyszedł no ale cóż! Zdarza się :D
A kłótnia Jarrie? Wyszła nie wyszła? To już wy oceńcie ^^
Chcecie być informowani o nowych rozdziałach? Zostawiajcie swoje usery (twitter) w komentarzach!
Będę wam pisać kiedy dodam nowy rozdziałek :)
Domyślacie się kim jest tajemnicza dwójka z ostatniego fragmentu rozdziału?
xxx


poniedziałek, 13 października 2014

02. Belts

Jade znudzona ciemniejącym niebem bardziej otuliła się kocem. Czekała na Perrie, która zaraz miała wrócić od swojej mamy. Rodzicielka blondynki przeprowadziła się do Londynu kiedy coraz częściej musiała pomagać przy wnuczce i Aaronie. Chciała również na oku młodą matkę i jej "rycerza na białym koniu". Tak, Perrie ma chłopaka! Poznała go rok temu w przedszkolu. On odbierał siostrzenicę a ona córkę.
Jack Plumer-średniego wzrostu szatyn o niesamowicie szarych oczach. Rok starszy od Edwards. Niedawno otworzył swój warsztat samochodowy. Jasmine jest dla niego jak córka, ale ona sama traktuje go jak wujka.
Wracając do Jade i jej własnej historii. Nie znalazła jeszcze swojego księcia, bo dalej zaślpiona jest miłością do posiadacza niebieskich oczu. Zawzięcie myśli, że to właśnie on znów zagości w jej sercu. Narazie nie zostaje nic więcej niż cieszyć się szczęściem przyjaciółek i czekać na tego jedynego. Takie życiowe czyż nie? Sama nie ukrywała, że nie pała uczuciem do Jacka. Była przekonana, że jest fałszywcem. Szukała jedynie dowodów, by przekonać Perrie.
Jednak teraźniejszość jest ważniejsza.
Do mieszkania weszła Perrie wraz z Plumerem, który niósł zakupy.
-Cześć-powiedział przechodząc przez salon.
-Ta...cześć-odparła sucho szatynka. Wstała z kanapy i złożyła koc w kostkę. Na nogi założyła kapcie i ruszyła na górę. Trzasnęła drzwiami swojej sypialni i ruszyła do łazienki.

Ubrana swoją biała tunikę i czarną bieliznę zeszła na dół. Przystanęła w kuchni i wyjadła pół truskawek z półmiska.
Zabrzmiał dzwonek do drzwi. Dziewczyna w podskokach udała się pod białe mosiężne drzwi. Do pomieszczenia weszło kilkoro ludzi. Znajomi znajomych i jeszcze inni.


                                                ***
-Jestem połową serca bez ciebie-nucił pod nosem odpalając komputer. Był wykończony, ale jeszcze dziś musiał zrobić kilka przelewów. Obiecał także siostrze rozmowę na skypie.
Nacisnął niebieską ikonkę na pulpicie i zalogował się. W liście kontaktów odnalazł imię swojej najstarszej siostry i połączył się z nią. Po chwili na ekranie pojawiła się zaspana Doniya.
-Na następny raz to się pośpiesz z tym dzwonieniem!-jęknęła wskazując na zegarek. Rzeczywiście dochodziła godzina dwunasta w nocy. Chłopak tymczasowo był w Ameryce i u niego dochodziła godzina piąta po południu.
-Nie bulwersuj się, bo ci żyłka trzaśnie-zaśmiał się w głos i upił łyk kawy.
-Mam nowego bohatera życiowego! No normalnie mistrzyni!-usłyszał krzyk swojej siostry Waliyhy.
-Wal! Zamknij się! I dlaczego ty do jasnej anieli nie śpisz?-zapytała starsza z sióstr podnosząc brew. Mulat  się chicho zaśmiał.
-A jakaś taka pełna energii jestem! O cześć Zayn!-pomachała w stronę laptopa.
-No kto jest tym twoim bohaterem życiowym?-uśmiechnął się zadając pytanie.
-A takie dwie piosenkarki, n...-siostra przerwała jej
-Typowe!
-Zamknij się-syknęła-A wracając to one przez cztery lata ukrywały dziecko czaicie?! Mistrzynie kamuflażu kuźwa! Czekaj.... czekaj jak im było? Jade coś na t i Perrie Edwards chyba! Taaak coś w ten deseń! Ej no, ale jak? Przecież mieszają z tymi dziećmi codziennie do przedszkola i tak dalej. Nikt ich nie wyczaił?! Jak!?
-Ej czekaj czekaj!-przerwał jej Zayn.
-No ile razy wy mi będziecie przerywać?! Co?!-warknęła i wlepiła wzrok w monitor.
-Jak się nazywała ta piosenkarka?
-Perrie Edwards a co?
-Masz jej zdjęcie?
-Czeeekaj-zeskoczyła z łóżka i trzasnęła drzwiami, by zaraz wrócić z gazetą w ręce-No mam a co?
-Pokaż!-jęknął i zmienił pozycję. Jego siostra zgięła gazetę w pół i przybliżyła ją do kamerki. Chłopak przeleciał wzrokiem po artykule i zatrzymał się na konkretnym fragmencie "To była wpadka... Miałam wtedy szesnaście lat on też. Teraz jestem młodą matką. Samotną nie, bo mam chłopaka, ale to nie to co z ojcem Jasmine"
-O kurwa-szepnął.
***
-Mamo, ale Ci przecież mówiłam! Powinnaś to wiedzieć! Mamo....-syknęła Perrie odpalając swój samochód. Miała nadzieję, że dziś pojedzie do SPA ze swoimi przyjaciółkami, ale jej mama zapomniała o tym, że jej wnuczka uczulona jest na owoce cytrusowe. Mała spuchła i siedzi w szpitalu. 
-Nie słyszałaś o czymś takim jak skleroza? U osób starych to występuje bardzo często!
-Mamo jak ty jesteś stara to ja jestem zakonnicą!
-No ja nie wiem co ty robisz po koncertach...-za wszelką cenę chciała powstrzymać śmiech.
-Mamo....-westchnęła by zaraz wybuchnąć śmiechem-Jesteś niemożliwa! A co z Jasmine? Ni jest już taka opuchnięta? 
-No już jej prawie zeszło tylko ma straszną wysypkę. Ma dostać maść i będzie po wszystkim, ale lepiej żeby jutro nie szła do przedszkola...
-No nic to Jack się nią zajmie, bo my mamy nagrywać coś dla MTV...-westchnęła-Dobra ja kończę, bo już dojeżdżam-nacisnęła czerwoną słuchawkę i zatrzymała się na pasach. Przez drogę przeszła piątka chłopaków. Skinęło w jej stronę w ramach podziękowania a dziewczyna uśmiechnęła się miło. Jeden z nich zatrzymał się chwile i przyglądnął się Perrie. Drugi z mężczyzn pociągnął go a on jedynie wzruszył ramionami i poszedł dalej. 

-Kto to był?-zapytał Liam i spojrzał na odjeżdżające auto.
-A taka jedna...-wzruszył ramionami Zayn.
-Perrie to była Perrie!-oznajmił Niall.
-Niall ja to kurwa wiem!-warknął i przetarł szybkę telefonu. 
-Kto to Perrie?!-wydarł się Louis. 
-Ktoś!-syknęli równo i wsiedli do czarnego Audi Nialla. 

Notka:
Hej hej hej!
Jak podoba się wam rozdział? Mi dość nudny się wydaje, ale wasza opinia jest ważniejsza ;) Cieszy mnie to, że pod tamtym rozdziałem jest komentarz od osóbki, której nie znam ^^
Także ten dziękuję!
I tu znów pokazuję, że nie jestem okrutna! Jak? Dodaje przed czasem :* Przepraszam jeśli wystąpią błędy ;) Sprawdzałam, ale zawsze mogłam coś przeoczyć. W następnym rozdziale więcej rzeczy odnośnie Nade lub Jalle jak kto woli <3
Czekam na komentarze!
Enjoy ♥♥♥
xxx Ness